sobota, 20 grudnia 2014

Dobre wspomnienia - zabawa.

Zostałam zaproszona do ciekawej zabawy, polegającej na przywołaniu dobrych wspomnień ze swojego życia. Takich które utrwaliły się w naszej pamięci i wywołują na twarzy uśmiech. Do zabawy zaprosiła mnie Sylwia z bloga Sylwianna1985. 

Jest to dla mnie trudne zadanie ponieważ mam tych wspomnień sporo :-)

Pierwsze z nich to oczywiście..moje dzieciństwo:

Dzieciństwo wspominam niesamowicie, z takim ciepłem, ze szczęściem, spokojem i radością, z bezpieczeństwem. Po pierwsze moja Mama, która wychowywała mnie i brata w domu, zawsze była przy nas, spędzała z nami czas. Żeby nie powstał przypadkiem referat na temat tamtego okresu postaram się przypomnieć te najbardziej szczególne wspomnienia.
Pamiętam zabawy z bratem w dom, w namiot, w sklep, w szkołę, w lekarza..wspólnie spędzane święta - to mi się "zaryło" na zawsze w pamięci: wspólne przygotowania, wspólne spacery, wspólne spędzanie ze sobą czasu, oglądanie świątecznych bajek i filmów familijnych. To ciepło, ten spokój - coś pięknego. Z dzieciństwem kojarzę jeszcze książki i za to Mamie ogromnie dziękuję - uwielbiałam książki, Mama zaprowadzała mnie do biblioteki, wypożyczała sobie literaturę i wybierałyśmy książeczki dla mnie. Najpierw Mama mi czytała w domu, potem sama się zastanawiałam - jak te książki się czyta, czy od dołu do góry, od lewej, czy od prawej strony :-D Bardzo chciałam nauczyć się czytać a Mama mi w tym pomagała i tak w wieku 6 lat umiałam płynnie czytać (przez co w zerówce nudziło mi się w trakcie nauki czytania). Potrafiłam też bez problemu wymówić literę "r" i do dzisiaj pamiętam chwilę, kiedy po raz pierwszy poprawnie ją wypowiedziałam :-)
Z okresem dzieciństwa wiążą się też wakacje u rodziny na wsi, które spędzaliśmy całą naszą czwórką: ach pamiętam tą podróż całodniową pociągiem, potem autem, pamiętam zabawy z kuzynami i typowo wiejski domek mojej św. pamięci babci, w którym pachniało rodzynkami, stała bańka z mlekiem prosto od krowy, na ścianie wisiała makatka i ..mogłabym tak jeszcze wspominać i wspominać ;-) 

Szczególnie pamiętam też mój pierwszy wyjazd nad morze do Trójmiasta na obóz stypendystów Dzieło Nowego Tysiąclecia. Był to niesamowicie radosny choć bardzo intensywny czas. Poznałam wspaniałych ludzi, a spędzony czas obfitował w bogate doświadczenia. Umocniłam się też duchowo, a samym morzem, a raczej jego pięknem i potęgą byłam oczarowana. Zakochałam się też w Gdańsku i ta miłość trwa i trwa :-)

Bardzo ciepło wspominam też czas, kiedy mieszkałam razem z moimi dziadkami, a trwało to dobrych kilka lat. Uwielbiałam rozmowy z moją babcią przy obiedzie, kolacji, kawie, czy przy okazji zwykłych zajęć domowych. A na pogaduchy najczęściej zbierało nam się gdy już trzeba było kłaść się spać ;-) Babcia lubiła przy szklance kawy oglądać sobie ciekawe seriale lub programy w telewizji i zawsze miała wtedy w ręku jakąś robótkę - dywanik lub robótkę na szydełku. Zawsze podziwiałam u babci tą cierpliwość i wytrwałość przy robótkach. I myślę, że syndrom "niespokojnych rąk" mam właśnie po babci. Bo ja też nie potrafię tak po prostu oglądać telewizji, czy towarzyszyć "bezczynnie" synkowi, który akurat sam świetnie bawi się, badając otoczenie. W takich sytuacjach albo szydełkuję, albo projektuję albo pruję coś, czego nie udało mi się uszyć :-) 

Z wielką nostalgią i uśmiechem wspominam też mój 7- miesięczny pobyt u rodziców i brata w Anglii zaraz po maturze. Bardzo lubię wracać we wspomnieniach do tego okresu. Po raz pierwszy wyjechałam wtedy poza granice Polski i byłam zachwycona Anglią i jestem nią do tej pory oczarowana, a co więcej, miłością do tego kraju zaraziłam również mojego męża. Wtedy rodzice mieszkali w cudownej malutkiej miejscowości w środkowej Anglii - Mayfield w hrabstwie Derbyshire. Ach te przepiękne krajobrazy pełne łąk, krów, dzikich królików, niesamowicie urokliwych kamiennych murków, kościółków, domków, ogródeczków. Wspaniałe w swej urodzie miasteczka pełne klimatycznych uliczek, sklepów, ceglanych lub kamiennych domków - UWIELBIAM te klimaty. Pamiętam spacery z psem, z rodzicami, przejażdżki autobusami, niezwykle sympatycznych i zawsze zagadujących do mnie kierowców oraz równiusieńkie kolejki pasażerów do wejścia do autobusu (a niechby ktoś spróbował się niegrzecznie wepchać do takiej kolejki ;-). Pamiętam również moją pierwszą podjętą właśnie w tym kraju pracę sezonową w fabryce ciastek - mogłabym o niej opowiadać i opowiadać. To była moja najsympatyczniejsza praca w życiu :-)

Kolejne miłe wspomnienia związane są z okresem, kiedy nie uczyłam się, a przygotowywałam się do egzaminów na Akademię Sztuk Pięknych. Całymi dniami rysowałam lub malowałam i słuchałam Radio Eska. W pokoju mojej świętej pamięci prababci zorganizowałam sobie pracownię - było super - taki żywot artysty ;-) Natomiast niesamowicie rozwinęłam swoje umiejętności podczas lekcji rysunku u pewnego katowickiego artysty (celowo nie podaję nazwiska), który przygotowywał mnie do egzaminów w tamtym czasie. Nigdy nie nudziło mi się podczas tych zajęć bo mój nauczyciel bardzo ciekawe rzeczy opowiadał, można było z nim porozmawiać na każdy temat :-) Pamiętam z uśmiechem kiedy po raz pierwszy poszłam na lekcję. Pracownia mieściła się w starej katowickiej kamienicy na strychu, drzwi otworzył mi wychudzony mężczyzna z siwymi włosami, w podartych dżinsach i dziurawej skarpecie. Byłam wystraszona nie na żarty, jednak gdy zobaczyłam jakąś dziewczynę rysującą przy sztaludze - odetchnęłam ;-D Nigdy tak dużo nie rysowałam jak wtedy. Tęsknię za tym, ale niestety doba trwa tylko 24h a ja tych zainteresowań mam aż za dużo. Może kiedyś...kto wie.

Na ASP nie dostałam się, więc poszłam na prywatną uczelnię na mój wymarzony kierunek Architekturę Wnętrz. I choć było bardzo ciężko, bo projektów było bardzo dużo i żeby móc opłacić studia, pracowałam fizycznie w tygodniu i po godzinach, to te 6 lat studiów tak rozwinęły mi skrzydła w dziedzinie projektowania, że z radością wspominam ten okres. Projekty dawały mi strasznie duuużo satysfakcji - czułam, że robię to, co kocham. Poznałam innych kreatywnych ludzi, którzy mnie dodatkowo inspirowali i mobilizowali do działania. Mam nadzieję, że uda mi się któregoś dnia zdobyte umiejętności przekuć w biznes - marzę o tym od dawna :-)

A same radosne wspomnienia mam w głowie odkąd poznałam swojego męża i tak naprawdę wtedy rozpoczął się szczęśliwy okres w moim życiu. To nadaje się oczywiście na zupełnie inny post, ha ha :-D Pamiętam nasze pierwsze randki, to w jakim swetrze Marcin był ubrany, pamiętam nasze wycieczki, niespodzianki, zaręczyny (ach!), ślub, małżeńskie wypady do Wiednia, Rzymu, na narty, nad morze, itd...Może kiedyś napiszę o tym na blogu, zobaczymy :-)

I na koniec..oczywiście nasz PIOTRUŚ -dzień kiedy rozpoczął się poród i końcową fazę już na porodówce wspominam i do końca życia będę wspominać jako MAGICZNE CHWILE, nie umiem tego opisać, po prostu nie pamiętam bólu tylko MAGIA :-))

A teraz zapraszam do zabawy Asię z blogów Misja Macierzyństwo oraz Kobiecym Okiem oraz Mamę Laury i Lilki z bloga Mamine Skarby :-)

Uściski :-*










piątek, 12 grudnia 2014

Piotruś skończył 10 miesięcy.

Wczoraj Piotruś skończył 10 miesięcy. Wiele się w ciągu tego ostatniego miesiąca wydarzyło. Synek stał się bardzo ruchliwy i głośno wyraża swoje zdanie, jest naszą małą przylepką pełną uroku :-)

Patrzcie co mam - takie zabawki najbardziej mi się podobają ;-)
Rozwój fizyczny
W dalszym ciągu Piotruś uwielbia być na rączkach, ale ostatnio często wierci się i chce poruszać się po podłodze. W swoim pokoju ma wielki szary dywan, aby mu było cieplej, bo podłoga jest chłodna (mieszkamy na parterze). Jednak jego najważniejszym celem jest jak najszybciej znaleźć się na podłodze. Piotruś ma pełno zabawek, jednak zauważyłam, że słabo go one interesują, dużo ciekawsze jest wzięcie kabla do buzi, zbadanie moich kapci, mojej książki/gazety/notesu/telefonu i innych akcesoriów leżących gdzieś obok. Bardzo ciekawi go otaczający świat. Maluch nauczył się wyciągać palec wskazujący i potrafi już paluszkami sprawnie manewrować i wziąć do buzi coś małego, z tego względu muszę bardzo uważać, co znajduje się w zasięgu jego ręki. W dniu, w którym skończył 10-ty miesiąc, synek zaczął przygotowywać się do raczkowania. Opiera się na samych dłoniach, podnosi do górę pupcię i tak na czworaka próbuje pupcią wyginać się do tyłu i do przodu -wygląda to przeuroczo :-) W czasie pełzania Piotruś tak mocno wypina pupcię jakby próbował sobie usiąść, także widzimy, że rozwija się i to jest dla nas najważniejsze.
Ciężko też teraz przewinąć bobasa, gdy tylko położę go na plecach głośno protestuje i muszę go zabawiać, by móc zmienić pieluszkę.

Rozwój emocjonalny
Na początku listopada Piotruś ogromnie polubił kąpiele - zaczął sobie siedzieć w wanience i chlapać wodą we wszystkie strony, bawił się też zabawkami, a gdy wyciągaliśmy go z wody był bardzo niezadowolony. Niestety coś się stało..nie jesteśmy pewni - pewnego dnia zachwiał się i stracił równowagę - oczywiście asekurowałam go, ale Piotruś się wystraszył, zaczął płakać i krzyczeć, więc wyciągnęliśmy go z wody. Następnego dnia jeszcze się kąpał, ale w połowie znowu zaczął płakać i w kolejne dni już nie dało się włożyć synka do wanny. Trzymał się kurczowo wanienki i płakał. Szkoda. Przez kilka dni myliśmy go metodą "na sucho", a od niedawna wkładamy go gołego do suchej wanny bez wody razem z miseczką z wodą do mycia i tak wyglądają nasze kąpiele. A mimo to, Piotruś nie czuje się pewnie - widzimy, że ma uraz.
Synuś czuje się bezpiecznie u tatusia, przytula się do niego i potrafi mu zasnąć na rękach.
Głośno potrafi też wyrażać swoje niezadowolenie z powodu odebrania interesującego przedmiotu, który jest dla Piotrusia nieodpowiedni: kubek z kawą, kabel, kapcie, itd ;-) Synuś lepiej już sypia w nocy, nie budzi się co godzinę jak dawniej, także jest fajnie ;-) wysypiamy się.
Cieszy się na widok pieska lub kota.

Rozwój intelektualny
Piotruś jest bardzo mądry, dużo rzeczy rozumie: wie, że w pojemniku są jego zabawki a w koszyczku książki, próbuje z nich wyciągnąć interesujący przedmiot. Wie, gdzie znajduje się "sarenka" w naszym domu, czy obrazek Pana Jezusa. Wie również jak protestować, jak się bronić przed niechcianą zupką, czy w sytuacji, kiedy próbuję umieścić go w "krzesełku do zabawy" a on tego nie chce- pręży się i wygina ciało w przeciwną stronę :-)) Wie również, co zrobić, gdy tata próbuje wziąć Piotrusia z moich rąk a on chce być przy mnie - wczepia się palcami mocno w moją bluzkę i nie chce puścić. Śmiać mi się czasem chce jak nie wiem kiedy widzę, jak synuś sprytnie potrafi postawić na swoim ;-)

Rozszerzanie diety
Z jedzeniem jest niestety gorzej. Piotruś ma bardzo często takie dni, kiedy bardzo mało je, zje trzy łyżeczki zupki, czy kaszki i więcej nie chce - odpycha zdecydowanie rączką. Jednak gdy mąż próbuje go zabawić udaje się mu przemycić ze trzy kolejne łyżeczki. Kiedy widzę, że synek odpycha łyżeczkę, wtedy staram się dawać mu jedzenie do rączki: ziemniaczka, chlebek, owoc, czy jajecznicę. Piotruś ogromnie polubił biszkopciki. Ponieważ potrafi już wziąć do buzi małe kawałki jedzenia, to idzie mu dużo łatwiej niż dawniej i praktycznie wcale się nie krztusi. Najgorsze jest to, że maluszek nie ma jeszcze zębów, więc muszę mu dawać takie produkty, które będzie w stanie zgnieść dziąsłami.

Zdrowie 
Nasz synek przeszedł w tym miesiącu swoją pierwszą chorobę - trzydniówkę. Na szczęście przeszedł ją bardzo łagodnie. Gorączka nie była wysoka i bez problemu dawała się zbijać syropkiem. Jednak w czasie gorączki w ogóle nie chciał się bawić, był bardzo słabiutki i ciągle sobie podsypiał. Nosiłam go więc i przytulałam oraz pozwoliłam mu spać na rękach by czuł się bezpiecznie. Po trzech dniach wystąpiła wysypka na plecach, karku, brzuszku i pupci, która ustąpiła z kolei po dwóch dniach.

Poza tym nasz Piotruś jest baaaardzo bardzo radosny, wesoły i skory do psot :-)
Nasz słodziak :-)

czwartek, 4 grudnia 2014

Projekt Tak sobie poznaję: EKOLOGICZNY BRZDĄC

Ekologia, ekologia, ekologia..jak o tym opowiedzieć niemowlęciu ? Najlepiej przez zabawę :-)
Na początek jednak dodam kilka słów czym dla mnie jest ekologia. Jestem zdecydowanie zwolenniczką dbania o środowisko oraz o przestrzeń, która nas otacza. Razem z mężem segregujemy śmieci: plastiki, szkło, papier, zakrętki po butelkach przekazujemy na zbiórkę charytatywną, a odpadki z żywności idą na potrzeby kur, które nasz dziadek z troską pielęgnuje ;-) Nawet skorupki po jajkach dziadek każe zbierać ponieważ kury je bardzo lubią. W naszym mieście za jedną opłatą zbierane są segregowane odpady w każdej ilości. Muszę przyznać, że w naszym domu najbardziej o ekologię dba mój mąż, którego bardzo podziwiam za to. Można powiedzieć, że jest strażnikiem domu jeśli chodzi o dbanie o środowisko oraz o nasze portfele. Przy zmywaniu naczyń nalewa płyn do kubeczka by starczył na dłużej, zawsze do końca opróżnia wszelkie tubki po kremach (szczególnie Piotrusiowych, które sporo kosztują), pilnuje segregowania śmieci. Przyznam, że mnie się czasem nie chce..i z lenistwa zdarzy mi się wrzucić śmieci nie tam, gdzie trzeba - wtedy mąż przywołuje mnie do porządku ;-D 

W naszym otoczeniu najbliższym nawet, niestety nie wszystko nam się podoba: palenie liści i śmieci to jest to, czego chyba najbardziej nie znoszę oraz wyrzucania śmieci do lasu, co u nas zdarza się notorycznie :-(  Palenia liści i śmieci nie znoszę z powodu smrodu i trucizny, którą musimy wdychać my i nasz syn przy okazji spaceru, czy wietrzenia mieszkania. Nie do końca takie postępowanie wśród ludzi jest dla mnie zrozumiałe, szczególnie, że w naszym sąsiedztwie wszystkie śmieci łącznie z gałęziami, liśćmi, itd. są odbierane za jedną opłatą w każdych ilościach. W okresie jesienno-zimowym dodatkowym problemem jest palenie węglem w piecach, dlaczego? Mieszkamy na osiedlu domków jednorodzinnych, gdzie wszyscy palą węglem łącznie z nami bo niestety najtaniej. Dlatego zimą, szczególnie w bezwietrzny dzień czuć ten spalany węgiel i to dosyć mocno - nad tym bardzo boleję, jednak z przyczyn finansowych niestety nie mamy na to wpływu.
No nic..

Jak poradziliśmy sobie z tematem?
Wpadłam na bardzo ciekawy pomysł wykonania ekologicznych zabawek dla Piotrusia: do zużytej i wyczyszczonej butelki po soku wsypałam kilka guzików i w ten sposób powstała grzechotka, która synkowi naprawdę się spodobała :-)


Z tekturowych rolek po papierze toaletowym wykonałam łańcuch: rolki pokolorowałam kredkami w różnokolorowe pasy, wycięłam, za pomocą ostrej końcówki cyrkla zrobiłam otwory i przewlekłam włóczkę. Łańcuch również się synkowi spodobał.



 Ponieważ Maluch uwielbia być noszonym, często towarzyszy mi przy wykonywaniu różnych czynności np. przy podlewaniu kwiatków, bardzo interesuje się wszelkimi roślinkami i jak tylko je widzi, próbuje złapać i oczywiście zerwać, dlatego muszę mieć się na baczności ;-)
Często z synkiem spacerujemy po lesie, ma on wtedy okazję poznać przyrodę. W listopadzie mieliśmy niespodziewany wyjazd do Warszawy, więc nadarzyła się świetna okazja do spaceru po Łazienkach. Piotruś miał wspaniałą sposobność zobaczyć z bliska wiewiórkę - przyglądał jej się z zaciekawieniem.


Jak ekologia to i fauna: synek często ma okazję zobaczyć pieski i kotki, czy to na spacerze, czy u swojej babci. Przygląda im się uważnie :-) Uczymy go też jak głaskać kotka, aby było mu przyjemnie (to znaczy kotkowi) :-)
Myślę, że temat ekologiczny będziemy wciąż drążyć i drążyć :-)
Pozdrawiamy ciepło!



wtorek, 2 grudnia 2014

Podsumowanie projektu #BLISKOPAD - IV tydzień


Za nami ostatni tydzień projektu #BLISKOPAD. Bardzo cieszymy się, że mogliśmy wziąć w nim udział. Każdy dzień przyniósł nam duuużo radości ze wspólnego spędzania czasu.
Oto jak wyglądał nasz ostatni tydzień:

24. Dzień piżamowy/Dzień kolorowej chustki.
Dzień piżamowy jednak nie do końca mi pasował. Nie lubię chodzić za dnia w piżamie, Piotruś w sumie nie ma piżamki, a do tego naszemu synkowi obojętne jest to, w co jesteśmy ubrani, więc postanowiłam temat zmienić .
Powstał Dzień kolorowej chustki
Wyciągnęłam swoje stare apaszki w różnych kolorach, zrobiłam Piotrusiowi "szlaban", pod którym musiał się przeczołgać i przywiązałam jego ulubioną zabawkę - garnuszek. Nie obyło się też bez ulubionej zabawy w "a kuku".




 25. Zabawy w ciemności.
Na pomysł zabaw w ciemności wpadł Tatuś. Wykorzystaliśmy latarkę i światła muzycznego stoliczka.



26. Malujemy obraz.
O rany! Zrobiłam Bobasowi eko-farbki z barwników spożywczych wedle zaleceń Humy. Tutaj można znaleźć jej przepis.  Niestety efekt był przecwiny od zamierzonego. Piotruś zamiast malować obraz wolał wylewać farbki z pojemników na spodnie i podłogę - miałam co sprzątać :-) Widzę, że z pracami plastycznymi muszę jeszcze trochę poczekać ;-)




27. Turlanki.
Turlaliśmy się na łóżku, na podłodze. Jednak najlepszą zabawą tego dnia było uderzanie pałeczką w pokrywkę garnka :-)) Wydawanie dźwięków to jest to, co mój Skarbek uwielbia najbardziej w ostatnim czasie.


28. Tańce hulańce
Miały być paluszkowe zabawy, ale pomyliło mi się i zrealizowaliśmy temat następny: Tańce hulańce.
Piotruś zawsze lubi jak się z nim tańczy, smieje się wtedy głośno. Dzisiaj zatańczyliśmy w trójeczkę i bobas był bardzo radosny Fotki nie ma, bo byliśmy zajęci tańcem  :-)


29. Paluszkowe zabawy/Przytulanki
Z woli Piotrusia zrobiliśmy przytulankowy dzień - od samego rana synek był lekko apatyczny i chciał tylko na rączki i się przytulać. Więc przytulałam i nosiłam aż w końcu ululałam do snu.  Po południu odwiedziliśmy rodzinę, więc w końcu paluszkowych zabaw nie zrealizowaliśmy.

30. Uroczysty posiłek.
Tego dnia chcieliśmy zjeść razem z synkiem uroczysty obiad, ale Piotruś zrobił się głodny jak rozpoczeliśmy szykowanie obiadu, więc niestety nie mieliśmy wyjścia i bobas musiał zjeść wcześniej Poza tym Piotruś dzisiaj miał ciężki dzień - stan podgorączkowy, nie miał ochoty ani na jedzenie ani na zabawę. Cały dzień przytulałam go i nosiłam. Spędziliśmy niedzielne popołudnie razem w trójeczkę w naszym ulubionym salonie, zaświeciliśmy lampiony i świecę w naszym adewntowym wieńcu. Było ciepło i rodzinnie :-)




Huma dziękujemy Ci za ten projekt :-* Zdrowia dla Ciebie i dzidziusia :-)

wtorek, 25 listopada 2014

Podsumowanie projektu #BLISKOPAD - III tydzień

III tydzień projektu za nami :-)

17 dzień - Rozśpiewany dzień.
Śpiewałam Piotrusiowi w aucie, na spacerze, przy usypianiu i w każdej wolnej chwili
A takie piosenki śpiewaliśmy: "Gdzieżeś ty bywał czarny baranie", "Ach śpij kochanie", "Była sobie żabka mała", "Baloon song" oraz po raz pierwszy śpiewałam synkowi z pokazywaniem taką piosenkę:

"Klaszczmy w dłonie (klaszczemy i synek też;-) x4
Tak, tak, tak, tak ja potrzebuję Ciebie
Tak, tak, tak, tak będziemy tańczyć w niebie
Prawa nóżka, lewa nóżka, prosto z serca (cmok) buźka!"

Piotrusiowi bardzo się podobało, śmiał się i klaskał rączkami :-DD próbował nawet tańczyć do muzyki!

18 dzień - Robimy teatrzyk.
U nas był teatr światła i cieni - Piotruś siedział i patrzał jak zaczarowany
Hmmm..wreszcie na coś przydała się wielka biała i pusta ściana, z którą planuję coś zrobić w przyszłości..Zachęcam Was do takich eksperymentów - dostarczajcie swoim dzieciakom nowych wrażeń :-)



19 dzień - Budujemy namiot.
No to zrobiliśmy namiot z dwóch koców, zabraliśmy latarkę i zabawki i siedzieliśmy trochę w tym namiocie. Jednak nie za długo, bo przyznam, że było mi trochę niewygodnie, hehe :-D Pamiętam, że w dzieciństwie uwielbiałam z bratem robić namiot, a moja Mama przygotowywała nam przekąski - piękne wspomnienia :-)  


20 dzień - Ukrywamy karteczki.
Hmmm.. przyznam, że temat nam się raczej nie udał. Narysowałam Piotrusiowi rysunki na kolorowych karteczkach i schowałam je pod różnymi przedmiotami. Niestety synek nie był zainteresowany nimi.


 21 dzień - Leżymy na podłodze.
No to mi się podoba - jak fajnie jest sobie poleżeć i chwilę odetchnąć :-) Piotruś leżeć na plecach już nie lubi, ale leży na brzuszku i bawi się zabawkami. W pewnym momencie zrobił Mamie "puk puk" w czoło...ekhm.. 


22 dzień - Robimy kolekcje przedmiotów w ulubionym kolorze.
Piotruś jeszcze trochę za mały aby układać kolekcję - musiałam mu trochę pomóc ;-) 



 23 dzień - Pamiątkowe zdjęcie rodzinne.
Zrobiliśmy sobie  rodzinne zdjęcie razem z babcią i pradziadkami Piotrusia ze strony męża
Wyszło jak nigdy dzięki opcji samowyzwalacza w aparacie :-)


Przed nami ostatni tydzień projektu!

czwartek, 20 listopada 2014

Kampania "Reaguj na przemoc wobec dzieci. Masz prawo"


Przeprowadzone na zlecenie RPD, przez TNS OBOP w 2012 roku badania pokazują, że jedna trzecia badanych uważa, iż nie powinni się wtrącać w to, jak rodzice postępują z dziećmi i w sytuacje stosowania kar fizycznych. Najczęściej powodem braku ich reakcji jest niechęć do wtrącania się w sprawy innych (29%).
Niemal połowa respondentów (47%) nie zareagowałoby uznając zasady nietykalności rodziny lub nie czująć się "uprawnionymi" do tego. Powodem brak działania u prawie jednej czwartej badanych (23%) okazał się być strach.
Z badań wynika jednak, że społeczeństwo odczuwa wyraźną potrzebę reagowania na krzywdę dziecka. Działania te są jednak mało zdecydowane, w konsekwencji nie są w stanie uchronić dzieci przed tragedią. Spośród wszystkich badanych jedynie połowa wykazała gotowość do zgłoszenia zauważonej przemocy jakiejkolwiek instytucji zajmującej się problemem stosowania przemocy wobec dzieci.




Blogosfera parentingowa postanowiła włączyć się w Kampanię Rzecznika Praw Dziecka „Reaguj masz prawo” , dołączamy potężną ekipą, na czele której stoi Żaneta.


Pospolite ruszenie blogerów odbywa się jednocześnie w dniu 20.11. na ponad 50-ciu blogach.

Właśnie tego dnia, chcemy uświadomić chociaż garstkę ludzi na to, co należy zrobić jeśli tuż obok nas, dzieje się krzywda jakiemuś dziecku. Chcemy odmienić statystyki!



Przemoc to nie tylko bicie, znęcanie się i wykorzystywanie seksualne dzieci. To również zaniedbywanie, karmienie na siłę lub głodzenie, przemoc psychiczna i emocjonalna. Warto byśmy otworzyli oczy i reagowali na każdy jej przejaw.
Jednym z filarów kampanii są "skrypty reakcji", których celem jest wskazanie osobom dorosłym możliwych reakcji w sytuacjach trudnych, w których - jak wykazują badania - nie wiedzą jak się zachować.



A zatem!                    

Reaguj na ulicy.

Ale jak?


Po pierwsze reaguj bez agresji – inaczej możesz zaognić sytuację. Obniż zdenerwowanie zaczynając miłą rozmowę. Nie osądzaj z góry, bo ktoś przestanie słuchać. Najlepiej zaoferuj pomoc lub użyj przykładowej historii (tzw. z życia, z morałem). Daj do zrozumienia, że bicie/zaniedbanie szkodzi dziecku. Poleć książkę/daj ulotkę o wychowaniu bez przemocy. Możesz też podzielić się własnym doświadczeniem.







Głównym celem kampanii Rzecznika Praw Dziecka – REAGUJ.MASZ PRAWO  jest zmiana biernej postawy ludzi wobec aktów krzywdzenia dzieci oraz zmniejszenie społecznego przyzwolenia na stosowanie przemocy.

Jeśli i Ty zareagujesz, możesz uratować jedno z wielu dzieci, które doświadczają na co dzień przemocy.  





Akcja blogerów została objęta honorowym patronatem Pana Marka Michalaka – Rzecznika Praw Dziecka .

Patronat medialny to Mama moja.



Postanowiłam się przyłączyć do tej niezwykle ważnej akcji ponieważ moim marzeniem jest aby żadne dziecko na świecie nie doznawało krzywdy i cierpienia szczególnie ze strony nas - dorosłych osób, którzy przecież jesteśmy dojrzałymi i mądrymi ludźmi. Rozumiemy dużo więcej niż bezbronne, dużo słabsze od nas dziecko, które powinniśmy otoczyć miłością, właściwą opieką i zrozumieniem.
Kiedy słyszymy słowo "przemoc wobec dziecka", "krzywda wyrządzona dziecku" zazwyczaj myślimy już o sytuacjach patologicznych, o pedofilii, molestowaniu dzieci, krzywdzie wyrządzonej dziecku przez osoby nietrzeźwe lub chore psychicznie. W głowie przypominają nam się sytuacje poruszane w mediach o biednej małej Madzi zabitej przez własną mamę, o dziecku zagłodzonym na śmierć przez rodzica, czy dzieciach samotnie pozostawionych w zamkniętym samochodzie przez osobę dorosłą. 
Tymczasem wydaje mi się, że wiele osób zapomina o tym, że przemoc to także ten popularny (niestety), nieszczęsny "klaps" udzielony dziecku. Nie raz i nie dwa byłam świadkiem w sklepie, czy też na ulicy jak osoba dorosła bije dziecko. Widziałam, że dziecko było nieznośne, wrzeszczało - wyrażało swoje emocje, ale czy jest to powód do "klapsa"? I teraz kluczowe pytanie, czy potrafiłam zareagować? Niestety nie potrafiłam..to jest moja słabość. Gdy spacerowałam po lesie widziałam "w krzakach" mężczyznę pijącego piwo w towarzystwie około 1,5-2-letniego synka. Chłopczyk płakał, marudził..było mi go żal, zamiast bawić się na placu zabaw, ojciec zaprowadził go do lasu by napić się piwa. Bardzo chciałam wtedy zareagować, powiedzieć coś temu mężczyźnie, ale bałam się..Czy Wy reagujecie w takich sytuacjach? Co mówicie? Ja muszę się tego jeszcze nauczyć.

Bardzo poruszył mnie niezwykły artykuł, który można tutaj przeczytać na temat popularnego "klapsa".

"(...)Wiem za to jedno – każdy klaps który daję moim dzieciom jest moją osobistą porażką. Bo nie powiem, że nigdy się to nie zdarzyło. Owszem, zazwyczaj w sytuacjach podbramkowych – kolejna próba wsadzenia palców do kontaktu. Nie wiedziałem, bałem się, chciałem ochronić. Ale przecież o tyle częściej pojawia się pokusa żeby dać w dupę, bo „kolejny raz nie słucha”. Bo jesteś zmęczony po pracy, bo robi ci na złość.
Dać w dupsko jest łatwiej. To trwa kilka sekund. Tym bardziej gdy jesteś zły. Porządnie wyprowadzasz cios, twoja twarda, dorosła ręka trafia na mały dziecięcy pośladek i bije. Boli. Przecież ma boleć. Bijesz po to, żeby bolało, prawda? Wiem, wiem, przecież to nie tak. „To tylko klaps.” Skoro nie dla bólu, to po co?
Bijesz, bo nie potrafisz zrobić czegokolwiek innego. Bo skończyły ci się argumenty. Bo nie masz czasu wytłumaczyć. Bo chcesz się zająć czymś innym. Bo nie masz czasu, żeby spróbować innego podejścia, wytłumaczyć. Bo masz zły dzień i nie chcesz zrozumieć, że mały człowiek ma problem, żeby coś pojąć. A może właśnie buduje swój system wartości, może buntuje się bo nieporadnie próbuje mieć własne zdanie na jakiś temat? A może czegoś kompletnie nie rozumie. Jest milion możliwości.
A ty – duży, dorosły człowiek, z tak wielkim zasobem słów, tak dobrze znający świat, nie jesteś mu w stanie tego wytłumaczyć. Bijesz, bo możesz. Bo jesteś silniejszy. Bo ci nie odda, a jak odda to pierdolniesz mocniej. Bijesz, jak tępy osiłek który widząc, że przegrywa w szachy, wstaje, wywraca szachownicę i uderza w twarz chudego przeciwnika.(...)
Każdy klaps jest twoją porażką. Jest pójściem na skróty. Pamiętaj o tym po każdym klapsie. Właśnie przegrałeś. A następnym razem po prostu uderz siebie w drugą rękę. Kilka razy, jeśli masz za dużo energii. I spróbuj innego sposobu. Jest ich naprawdę dużo.
Tak jest trudniej, jest o wiele, wiele trudniej. Uderzyć jest najłatwiej. Nie ucz jednak dzieci, że przemoc i siła fizyczna są rozwiązaniem. Za kilkadziesiąt lat to być może ty będziesz leżeć w łóżku i sikać pod siebie. I to do ciebie trzeba będzie mieć dużo cierpliwości. Chciałbyś dostać w twarz za to, że po raz piąty upuściłeś łyżkę z zupą?
A trochę wcześniej być może zdziwisz się, że dziecko nie będzie twoim kumplem, nie będzie z tobą rozmawiać o problemach dorastania, albo tym jak inni traktują go w szkole. Dlaczego ma się przed tobą otwierać, skoro się ciebie boi?
Jeśli klaps boli to jest to bicie.
Jeśli nie boli, to po co go dajesz?"


Myślę, że nic dodać, nic ująć.
Odkąd zostałam Mamą sama widzę jak często brakuje mi cierpliwości przy dziecku. Widzę jakie to jest trudne. Sama często denerwuję się na Piotrusia, najbardziej wtedy gdy marudzi w wózku, płacze i krzyczy, a wiem że jest pojedzony, wyspany, ma suchą pieluchę i jest odpowiednio do pogody ubrany, więc powinien spokojnie siedzieć/leżeć w wózku żeby złapać świeżego powietrza. A jemu się to nie podoba. Ja naprawdę nie mam siły by nosić jedną ręką ponad 8-kilowego chłopczyka a drugą pchać 13-kilowy wózek, nie mam siły po prostu i wtedy dopada mnie furia. Jestem po prostu cała spocona i wściekła i z tej wściekłości przy wrzaskach swojego ukochanego dziecka mam ochotę na niego nawrzeszczeć a nawet przyznaję się (z wstydem się przyznaję bo jest to moja słabość), że miewam myśli, że najchętniej bym mu przylała bo tak jestem wściekła. Na szczęście i Bogu za to dziękuję nigdy się to nie zdarzyło i obiecałam sobie odkąd mam dziecko, że ze wszystkich sił będę starać się aby nigdy przenigdy nie dać klapsa swojemu dziecku. Czytaliście "Anię z Zielonego Wzgórza?" Ania też to sobie obiecywała i niestety w jednym przypadku nie dała rady, a ile przez to przepłakała..Nie wiem jak będzie ze mną, ale obiecałam sobie jednak i każdego dnia rano modlę się o cierpliwość i miłość do synka. Wiem, że biciem nic nie zdziałam. Spowoduję jedynie, że Piotruś niezrozumiany przez Mamę, która jest dla niego gwarantem bezpieczeństwa w tym świecie, poczuje się źle, będzie go bolało i będzie ryczał jeszcze bardziej a ja będę miała do siebie ogromny żal, bo wyładuję swoje złe emocje na słabym, bezbronnym dziecku, które nie umie, nie rozumie, nie chce, nie lubi (a do tego ma prawo). Czasem zdarza mi się nakrzyczeć na Piotrusia, szczególnie wtedy, gdy nie mam jak ugotować obiadu, skorzystać z toalety, czy po prostu ubrać się bo synek bez przerwy krzyczy i chciałby by go nosić bez przerwy. Boleję nad moim brakiem cierpliwości i każdego dnia podejmuję walkę o cierpliwość, bo przecież kocham całym serduszkiem tą moją małą istotkę, bez której życia już sobie nie wyobrażam i dla której przysłowiową gwiazdkę z nieba bym podarowała.

Kochajmy nasze dzieci. Reagujmy na krzywdę wyrządzoną innym dziecom!

poniedziałek, 17 listopada 2014

Podsumowanie projektu #BLISKOPAD - II tydzień

Kolejny tydzień projektu #BLISKOPAD za nami :-)

9. Dziewiątego dnia temat brzmiał: "Pieczemy ciasteczka". Ponieważ z Piotrusiem ciężko działać w kuchni i był to akurat dzień urodzin pradziadka Wincentego, postanowiłam zmienić temat na "Świętowanie w rodzinie". Koło południa poszliśmy na rodzinny spacer w trójeczkę. Był tradycyjnie plac zabaw, czyli huśtawka i okołopołudniowa drzemka synka. A późnym popołudniem wybraliśmy się do rodziny świętować :-) Było bardzo sympatycznie, synek bawił całe towarzystwo ;-D



10. Wycieczka w nowe miejsce - tutaj realizacja tematu udała nam się znakomicie ponieważ męża wysłano służbowo do Warszawy zawieźć ważne papiery i kazano mu zabrać żonę i dziecko, tak też zrobiliśmy ;-))

ł
Łazienki


11. Barwy narodowe - zrobiłam synkowi flagę narodową.


12. Dzień śmiesznych min - robiłam śmieszne minki - rozśmieszałam Piotrusia przy przewijaniu, w lustrze, w trakcie zabawy. Była też ulubiona przez synka gestykulacja przy recytowaniu wierszy.


13. Foto co godzinę - super sprawa! Godzina mija tak szybko, że ledwo nadążałam z aparatem :-) Powstał mini reportaż:


14. Piszemy do siebie listy - tego dnia pisałam smykowi czułe słówka na małych karteczkach i tablicy.



15. W 15-stym dniu miał być temat "Skaczemy", jednak zaplanowaliśmy coś innego TEATR! Wybraliśmy się na przedstawienie dla dzieci od 6 miesięcy do 4 lat pt." Afrykańska przygoda" do Teatru Ateneum w Katowicach. Było to dla nas i synka wspaniałe doświadczenie, mojej chrześnicy również bardzo się podobało. Więcej o przedstawieniu można przeczytać tutaj.




16. Masażyki - ten dzień trochę słabo nam poszedł, ale były masażyki  do dziecięcych rymowanek. Po Piotrusiowych pleckach kroczył kominiarz oraz rak ;-) A ile śmiechu przy tym było ;-)

Zachęcam Was do przyłączenia się do projektu.

niedziela, 16 listopada 2014

Piotruś skończył 9 miesiąc

Nasz Maluszek tydzień temu skończył 9 miesiąc.
Muszę jednak przyznać, że w tym ostatnim miesiącu nie zauważyłam zbyt dużych zmian w zachowaniu synka.
 Piotruś zaczął sam klaskać w dłonie :-) i uwielbia zabawę w "A kuku". Nauczył się wychylać podczas noszenia na rękach i obserwować otoczenie. Pewnego popołudnia stałam z synkiem przy oknie z bobasem na rękach i czekałam na męża. W tym czasie synek bawił się firanką i w pewnym momencie firanka zasłoniła nam twarze, wtedy Piotruś uśmiechnął się i wychylił z radością w moją stronę z "chochlikiem" w oczach aby zrobić "a kuku" :-))


Poza tym nadal pełza sobie na brzuszku i bawi się zabawkami. Uwielbia hałaśliwe przedmioty, uderzanie jedną  zabawką o drugą lub przedmiotem o podłogę i wydawanie w ten sposób dźwięków.
Piotruś jest bardzo mądrym chłopcem. W salonie nad kanapą widnieją rysunki zwierząt, wśród nich sarenka, nauczyłam synka pewnej rzeczy. Noszę go po mieszkaniu i pytam: "Piotrusiu gdzie jest sarenka?" Piotruś uśmiecha się i idziemy do salonu, wtedy synek zwraca wzrok w stronę rysunku i śmieje się z radością, wie, gdzie jest sarenka :-)

Nadal Mamusia jest numerem jeden, Piotruś jest do mnie bardzo przywiązany, wyciąga w moją stronę rączki, przytula się, całuje mnie. Płacze, gdy znikam mu z pola widzenia.

Maluszek nadal uwielbia oglądać książeczki z obrazkami, przewracać kartki i różne zakładki.


A wieczorem, jeśli nie chce się jeszcze tak bardzo spać to Piotruś lubi się "kokosić", czyli turlać na łóżku, przytulać i śmiać się :-) Synek coraz mniej śpi w dzień, przeważnie ma jedną 1-1,5 godzinna drzemka koło 12.30 w czasie spaceru i rzadko druga 30 - minutowa wieczorem. Za to w nocy śpi około 12 godzin z przerwami na mleczko, najczęściej więc budzimy się koło 9.00. :-)

piątek, 14 listopada 2014

Odwiedzamy Katowice

Katowice to moje rodzinne miasto - tu się urodziłam, wychowałam, uczyłam i mieszkałam przez 18 lat. Mam do tego miasta duży sentyment. Lubię je odwiedzać i zaglądać w znane kąty.

Pewnego dnia postanowiliśmy w trójkę pojechać do Muzeum Śląskiego w Katowicach zwiedzić wystawę o designie na śląsku. Oczywiście zabraliśmy ze sobą Malucha aby i on już od najmłodszych lat miał kontakt ze sztuką. No dobra, tak naprawdę to po prostu Piotrusia nie da się z nikim zostawić, bo tak tęskni za mamą :-) więc jeździ wszędzie z nami :-)) Dawno nie byłam w Katowicach i zauważyłam bardzo dużo pozytywnych zmian. Ulica 3 Maja z wyremontowanymi torami tramwajowymi, nowymi kafejkami, nowoczesnymi wiatami na przystankach oraz z kontrowersyjną dominującą bryłą Galerii Katowickiej i donicami z kwiatami wygląda rewelacyjnie! Aż miło :-)) Teraz czekać tylko na efekty przebudowy rynku, zapowiada się naprawdę ciekawie. Zawsze brakowało mi w tym mieście miejsca, gdzie można spokojnie usiąść, odpocząć tak jak na rynku w Krakowie, czy Wrocławiu. Mam nadzieję, że to się kiedyś zmieni i chętnie będziemy odwiedzać Katowice. Do Muzeum Śląskiego zrobiliśmy sobie spacerek. Piotruś spokojnie przyglądał się miastu.

Spacerek ulicą 3-go Maja

Ulica 3-go Maja

Kofeina bistro przy ulicy 3-go Maja

Odrestaurowany tramwaj - cudny widok!
 
Gdy dotarliśmy do Muzeum zwiedziliśmy ciekawą wystawę o designie na Śląsku, można było zobaczyć ciekawe realizacje fotelików dziecięcych, plakatów, systemów identyfikacji wizualnej i mebli.




Przy okazji dowiedzieliśmy się, że trwa również wystawa pt: "Lale, misie i koniki" - czyli wystawa zabawek dla dzieci. Najstarsze z nich pochodzą z XIX wieku, a najmłodsze z lat 80. XX wieku. Nie mogliśmy sobie i naszemu synkowi odmówić tej wystawy :-) Bardzo nam się ona podobała, zobaczyliśmy wiele zabawek, którymi bawiliśmy się z mężem w dzieciństwie, a o których już dawno zapomnieliśmy.







Wystawa była również uzupełniona o zdjęcia archiwalne. 
A czy Wy zwiedzacie ze swoimi dziećmi wystawy? Jestem ciekawa Waszych opinii :-) Nasz Piotruś jeszcze malutki, więc nic nie wie z tego, co widział, ale chcemy zaszczepić w nim bakcyla podróżniczego.